Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 czerwca 2015
Potworna sytuacja...
Czasem potwornie się nudzimy, czasem męczą nas potwory. Czasem czas na Potworną Księgę Potworów.
Jak widać Księga ma już przyjaciółkę :)
wtorek, 7 października 2014
Lift gifu, tu ti tu tu
Modyfikacja musiała nastąpić, gdyż Osobista aktualnie ma ciemne włosy, a i w naszym domu jesteśmy na służbie u dwóch kotów...
wtorek, 30 września 2014
środa, 8 stycznia 2014
piątek, 22 listopada 2013
rosną jak dzikie, czas do kuchni- tym razem nie o dzieciach
w kuchni przesiaduję długie dnie, a czas do kuchni dotyczy moich ziół balkonowych. Obrodziło w tym roku zacnie. Może to zaczarowany balkon, bo kończy się listopad, a ja nadal kwitnące pelargonie mam. Zioła rosną jak dzikie... Zwykle była to jakaś bazylia, może mięta i zwykle suszyła się już w doniczce. Rok zmian mam, zatem zioła poszalały na całego- pietruszka,lubczyk, szczypiorek,majeranek, rozmaryn, bazylie- ze 4 rodzaje, 6 mięt (w tym ulubiony do podgryzania na surowo- orbitek), melisa i stewia. Rośnie toto, aż miło. Majeranek taki, już się suszył (w doniczce- bo tak wyszło), a tu, nagle, z zaskoczenia wybija nowe. Korzystam do wszystkiego te ziółka, ba nawet koty podjadają, zimno jest, a to dalej w górę. Zamrozić i suszyć? Czy to dobra pora jeszcze? Rozmaryn to mi pięknie choinkę imituje- w dodatku w białym koszu. Dojdą jeszcze gwiazdki anyżu i jakiś cynamon :) Ze zdjęć to się jeszcze pochwalę, że robiłam pierniki (zwierzęce foremki z IKEI the Best), że moja kuchnia wzbogaciła się o zazdroski w klimacie babcinym- ale zrobione przez młodą koleżankę Beti, a mój piernikowy książę dogaduje się z syberyjską królewną...
piątek, 25 października 2013
czwartek, 3 października 2013
wtorek, 22 stycznia 2013
filmy świąteczne puszczają w tv nawet latem
na wstępie totalnie się zdyskredytuję: proszę Państwa, przyznaje się, że nie płaczę w kinie. Ja płaczę wszędzie... Hymn- oczywiście, człowiek ratujący drugiego człowieka/stworzenie/książki/tradycję- oczywiście, kampanie społeczne, książki, filmy- tak , ja płaczę, jestem poruszona, wzruszona i rozbeczana. Każda niesprawiedliwość, nieszczęście mnie rozkłada na miliardy kawałków. I płaczę. Byłaby to poruta totalna, gdybym tylko płakała, ale czasem ten płacz porusza do działania. I czasem działania się udają, coś się dzieje, coś dobrego. Zatem, od biedy, można mi wybaczyć płaczliwość.
Popłakałam się kolejny raz przy świątecznym filmie- no, może to i klasyk, że baba się wzrusza. Ale tak sobie pomyślałam, co jest dobrego w takich filmach? Dobrze się kończą (to ważne, wbrew pozorom- dla wszystkich), jest misja dobrych uczynków, myślenia o bliskich, o potrzebujących ciepła i miłości. ok, wszystkie świąteczne story z choinką w tle to mają. a co z ludźmi chorymi, niepełnosprawnymi? Ano, tak. Pojawiają się wątki (Kevin w NY), że zyski idą na szpital, itp.
a dziś ponownie obejrzałam Miracle on 34th Street (Cud na 34 ulicy, czasem tłumaczony jako: Święty Mikołaj z 34 ulicy). I popłakałam się, oczywiście. Jedną z niezapomnianych scen jest sytuacja, gdzie matka sadza na kolanach Mikołaja córkę, i mówi, że ta jest głucha, zatem wystarczy, że Mikołaj się uśmiechnie. Na co Święty, po wymianie spojrzeń, zaczyna migać do dziecka, świetnie się dogadując.
to jedna z fajniejszych motywacji, by uczyć się jeszcze więcej, ponad program języka migowego. Podobno na egzaminie na tłumacza jest pytanie o marzenie, ja już wiem co wymigam. Egzamin będzie pewnie dopiero w kwietniu, ale jako Mikołajowa chciałabym, żeby nie tylko wszyscy pomocnicy Świętego znali migowy, choć w 2013 zadowolę się akcją Żaden Mikołaj nie miga się od Migania. No. A gdybyście się latem natknęli na zimowe filmy, to szukajcie migających Mikołajów :)
i mój Chillout się zgadza, wspiera, popiera- skoro właśnie przy mnie chrapie, to znak jest niewątpliwy. To kot w kolorze piernika (brąz z mąką), w dodatku ma łapkę umoczoną w lukrze. Świąteczny cud każdego dnia.
poniedziałek, 17 września 2012
jesienne doładowanie w górach
czasem trzeba się pozytywnie doładowac, a na doły najlepsze są góry. Odwiedziłam zatem Rodziców :)
odwiedziły nas koty sąsiadów (jak zwykle) i prawie wszędzie nam towarzyszyły
Po intensywnym koszeniu należał się długi spacer- w końcu w góry. Przy okazji weszłyśmy na trasę Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza.
a po powrocie zajęcia manualne ;)
i jeszcze urodzinowe serducho od Córki
sobota, 14 kwietnia 2012
gorzko i smutno
nasza ukochana kocica... dziś ją straciliśmy. Pustka w domu i gorzko na każdym kroku. Ot, został jeden naleśnik po śniadaniu- i już wspomnienie jak Cheri podkradała, a mina przy przyłapaniu kota z naleśnikiem zwisającym z paszczy-bezcenna. albo ukochany misiu-misiu, którego z donośnym powiadomieniem przynosiła, by zabawa była... kot, który tak długo wpatrywał się w oczy ludzi- jak żaden. opłakujemy bardzo, od chwili gdy Młoda dojrzała potrąconą kotkę, pozostawioną na placu zabaw... Okrucieństwo tej bezmyślności sprawcy jest porażające. Potrącenie było wypadkiem losowym, nie cierpiała. Ulotnośc każdego życia zawsze tak boleśnie zaskakuje...
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Wesołych Świąt!
Wróciłam właśnie z gór ukochanych...
oczywiście także nie zabrakło śniegu w Wielką Sobotę- a dziś w nocy -9... ale to miejsce w którym zawsze jest bosko.
oczywiście także nie zabrakło śniegu w Wielką Sobotę- a dziś w nocy -9... ale to miejsce w którym zawsze jest bosko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











.jpg)
.jpg)